Z górki na pazurki

„[Do szkoły chodziłyśmy] na ósmą, zazwyczaj było pięć lekcji, ale nie wracaliśmy zbyt wcześnie do domu. Długo się wracało. Zwłaszcza zimą…

Na Pólku było takie jeziorko, zawsze tam chodziliśmy po szkole. Na takiej górce zjeżdżałyśmy na własnych skórzanych teczkach w stronę rzeki. Ale się jechało z górki na pazurki!”

Rozmowa z paniami Danutą Dworakowską i Urszulą Pietrzak, uczennicami Szkoły Powszechnej w Chylicach w latach 1946-1949


Czytaj więcej...

Strojem obowiązkowym były fartuszki z białymi kołnierzykami

„Do szkoły w Chylicach chodziłam w latach 1960-1968. Szkoła była bardzo mała. Było tylko 5 klas. Panie woźne paliły w piecach, aby ogrzać każdą salę. Podłogi były drewniane, a toalety znajdowały się na dworze. (…) Strojem obowiązkowym były fartuszki z białymi kołnierzykami”.

Rozmowa z panią Bożeną Woźniak, absolwentką naszej szkoły (1960 – 1968)


Czytaj więcej...

Nie było łazienek, tylko wychodki znajdujące się za szkołą

„Nie było łazienek, tylko wychodki znajdujące się za szkołą. W miejscu aktualnej sali gimnastycznej rósł lasek. Było jedno wejście główne do szkoły, a drugie drzwi znajdowały się w miejscu części gimnazjalnej, które prowadziły do sali, koło niej było wejście do mieszkania dyrektora szkoły z rodziną, pana Króla. Barbara Makowska, nauczycielka biologii, miała swoją klasę, która była tematycznie udekorowana. Dookoła szkoły rósł las”.

Wspomnienia pani Jolanty Osuch (Molak), uczennicy naszej szkoły w latach 1967 - 1975


Czytaj więcej...

Szkoła została wybudowana

„Z inicjatywy pana Jezierskiego i z jego pomocą szkoła została wybudowana. Była to jedna izba lekcyjna, na którą zawsze się mówiło u nas - klasa od studni, a obok znajdowało się mieszkanie dla nauczyciela. Uczyły się tylko te dzieci, które chciały się uczyć, nie wszystkie. Jeszcze obowiązku nauki nie było, bo państwo polskie było przecież wtedy biedne. Namawiano, żeby jednak ludzie się uczyli. Pan Jezierski przez kilka lat w tej jednej klasie tylko uczył.”

Wywiad z panią Heleną Jaworską, mieszkanką Chylic, absolwentką naszej szkoły, wieloletnią przewodniczącą komitetu rodzicielskiego, przewodniczącą gromadzkiej rady, sołtysem Chylic, działaczką społeczną


Czytaj więcej...

Pasły się tam wtedy krowy

„Boiska nie było na terenie szkoły, ponieważ nie było tu miejsca. Nie znajdowało się również w miejscu boiska Laury Chylice, gdyż pasły się tam wtedy krowy. Boisko było umiejscowione na terenie dzisiejszej lodziarni Iga i należało do gminy.”

Rozmowa z panią Henryką Hakowską, mieszkanką Chylic, absolwentką naszej szkoły (1944 – 1951)


Czytaj więcej...

Były już plany rozbudowy szkoły

„Na początku moje wrażenie o szkole było niezbyt dobre. Chylice to wieś pod Warszawą, więc wyobrażałem sobie coś lepszego. Znajdowały się tu tylko cztery sale lekcyjne, nasze mieszkanie, pokój nauczycielski i gabinet lekarski. W salach lekcyjnych podłogi były pomalowane „pyłochłonem” na czarno, co miało wyłapywać kurz”.
„Dzieci nie zmieniały obuwia w szkole. Były też zarysy dobudowy szkoły pod postacią gołych murów parteru, bez okien. W szkole nie było wody, centralnego ogrzewania, łazienek. Rolę łazienki pełniła umieszczona za szkołą, obok komórki na węgiel, drewniana „sławojka”. Obok budynku znajdowała się też studnia (na miejscu dzisiejszej stołówki)”.

Wywiad z panią Marią Król i panem Władysławem Król - dyrektorami i nauczycielami szkoły w Chylicach od 1972 r.


Czytaj więcej...

Wodę braliśmy ze studni

„Część terenu szkolnego była przeznaczona na ogródki warzywno-kwiatowe. Poszczególne klasy opiekowały się przydzielonymi zagonkami. Nie było to wcale takie łatwe, ponieważ wodę braliśmy ze studni, a często wody brakowało”.

Wspomnienia pani Barbary Wysockiej, absolwentki szkoły w Chylicach


Czytaj więcej...

Zakeczupowana ofiara wypadku, śmierdząca skarpeta i Stefanek

„W naszej szkole od wielu lat działa Szkolne Koło Polskiego Czerwonego Krzyża. Opiekunem do 1980 roku była pani Ewa Luty, a później właśnie ja. Jednym z uczniów, którzy bardzo angażowali się w działania koła, był Krzysztof Skrzos, którego pomysły były czasem dosyć oryginalne… Pewnego wiosennego dnia zorganizował pokaz pierwszej pomocy z udziałem pogotowia ratunkowego. W pokazie wykorzystano mój samochód jako sprawcy wypadku, pod którym leżała „zakeczupowana” ofiara wypadku (uczennica szkoły podstawowej). No i się zaczęło: plotka niczym echo poniosła po Chylicach, że pani Rothimmel przejechała dziecko na boisku sportowym”

Rozmowa z panią Teresą Rothimmel, nauczycielką naszej szkoły od 1980 r.


Czytaj więcej...