Wodę braliśmy ze studni

„Część terenu szkolnego była przeznaczona na ogródki warzywno-kwiatowe. Poszczególne klasy opiekowały się przydzielonymi zagonkami. Nie było to wcale takie łatwe, ponieważ wodę braliśmy ze studni, a często wody brakowało”.

Wspomnienia pani Barbary Wysockiej, absolwentki szkoły w Chylicach


Do szkoły w Chylicach uczęszczałam w latach 60-tych. Chodziliśmy wtedy w granatowych fartuszkach z białym kołnierzykiem zakładanych na własne ubranie.

Podczas przerw salą zajmował się dyżurny wyznaczany na cały tydzień. Do jego zadań należało wietrzenie sali, zmywanie tablicy oraz przynoszenie kredy.

Część terenu szkolnego była przeznaczona na ogródki warzywno-kwiatowe. Poszczególne klasy opiekowały się przydzielonymi zagonkami. Nie było to wcale takie łatwe, ponieważ wodę braliśmy ze studni, a często wody brakowało.

Należałam do grupy PCK - uczyliśmy się udzielania pierwszej pomocy oraz do zespołu tanecznego, gdzie ćwiczyliśmy polonezy i kujawiaki. Obie grupy prowadziła pani Barbara Makowska. Śpiewałam także w szkolnym chórze prowadzonym przez pana Pietrzyka. Z zespołem tanecznym i chórem braliśmy udział w konkursach międzyszkolnych.

Gdy zimy było bardzo mroźne do -30 stopni, dzieci z Wierzbna lub Kierszka przywożono saniami lub nie przychodziły one wtedy do szkoły, gdyż drogi były nieprzejezdne. Sale lekcyjne były ogrzewane piecami kaflowymi, często siedzieliśmy w kurtkach.

W okresie letnim budynki szkoły były wykorzystane na kolonie letnie. Dzieci nocowały w salach lekcyjnych. Stołówka, kuchnia i łazienki mieściły się w długim, drewnianym, zielonym budynku, który stał w miejscu obecnego boiska szkolnego.