Pasły się tam wtedy krowy

„Boiska nie było na terenie szkoły, ponieważ nie było tu miejsca. Nie znajdowało się również w miejscu boiska Laury Chylice, gdyż pasły się tam wtedy krowy. Boisko było umiejscowione na terenie dzisiejszej lodziarni Iga i należało do gminy.”

Rozmowa z panią Henryką Hakowską, mieszkanką Chylic, absolwentką naszej szkoły (1944 – 1951)


W jakich latach chodziła pani do naszej szkoły?

Jeśli dobrze pamiętam, były to lata 1944-1951.

Czy utrzymuje pani kontakt z kimś z klasy?

Niestety, nie jestem w stanie przypomnieć sobie żadnych nazwisk. Obecnie nie utrzymuję kontaktu z nikim.

Kto był w tamtym czasie dyrektorem i wychowawcą pani klasy?

Kierownikiem szkoły był wtedy Zygmunt Szymański. Niestety, nie pamiętam nazwiska mojej wychowawczyni.

Jakich nauczycieli pani pamięta?

Pamiętam pana Włodzimierza Górskiego, był on nauczycielem przyrody. W szkole pracowała także jego żona, która uczyła matematyki.

Jaki strój obowiązywał wtedy uczniów?

Dziewczynki musiały nosić fartuchy, tyle pamiętam.

Jak wyglądała wówczas nasza szkoła i sale lekcyjne?

Szkoła była mała, lecz bardzo zadbana, choć pracowała wtedy tylko jedna woźna. Bardzo zapadło mi w pamięć to, że w każdej sali lekcyjnej stał piec kaflowy, w którym w chłodne dni paliła tylko ta jedna pani woźna. Musiała ona codziennie rano narąbać drewna, aby rozpalić, by wszystkim było ciepło. Toalety znajdowały się na dworze i sporo osób bało się do nich wchodzić. W każdej ławce był kałamarz. Chuligani często robili sobie żarty i do kałamarzy wkładali papier, który chłonął cały atrament i nie było czym pisać.

Gdzie znajdowało się boisko szkolne?

Boiska nie było na terenie szkoły, ponieważ nie było tu miejsca. Nie znajdowało się również w miejscu boiska Laury Chylice, gdyż pasły się tam wtedy krowy. Boisko było umiejscowione na terenie dzisiejszej lodziarni Iga i należało do gminy.

Ile godzin spędzała pani wówczas w szkole?

W szkole spędzałam średnio 7-8 godzin.

A czy szkoła organizowała zajęcia dodatkowe lub wyjazdy?

Oczywiście, byłam kiedyś w fabryce cukierków Wedla czy w Wilanowie. Na wycieczki jeździliśmy też do Warszawy i z każdą klasą jeździł zawsze kierownik szkoły. Na miejsce dostawaliśmy się pociągiem.

Jak układały się relacje uczniów z nauczycielami?

W tamtym czasie uczniowie mieli wieki szacunek do nauczycieli. Chociaż zdarzało się, że uczniowie robili psikusy, tak jak ze wspomnianym już wcześniej zapychaniem kałamarzy papierem, przez co inni nie mogli pisać. Było to bardzo denerwujące.


Rozmowę przeprowadzili w styczniu 2017 r. Antoni Boruta i Wiktor Woźniak, uczniowie IIB.