Zakeczupowana ofiara wypadku, śmierdząca skarpeta i Stefanek

„W naszej szkole od wielu lat działa Szkolne Koło Polskiego Czerwonego Krzyża. Opiekunem do 1980 roku była pani Ewa Luty, a później właśnie ja. Jednym z uczniów, którzy bardzo angażowali się w działania koła, był Krzysztof Skrzos, którego pomysły były czasem dosyć oryginalne… Pewnego wiosennego dnia zorganizował pokaz pierwszej pomocy z udziałem pogotowia ratunkowego. W pokazie wykorzystano mój samochód jako sprawcy wypadku, pod którym leżała „zakeczupowana” ofiara wypadku (uczennica szkoły podstawowej). No i się zaczęło: plotka niczym echo poniosła po Chylicach, że pani Rothimmel przejechała dziecko na boisku sportowym”

Rozmowa z panią Teresą Rothimmel, nauczycielką naszej szkoły od 1980 r.


Od którego roku uczy pani w naszej szkole?

Uczę w tej szkole od 1980 roku.

Jakie klasy pani uczyła?

Pierwszą klasą, którą uczyłam, była zerówka, później przez cztery lata byłam na urlopie macierzyńskim, następnie uczyłam biologii w starszych klasach. Uczyłam również informatyki, nawet brałam udział w otwarciu pracowni informatycznej. Przez dwa lata nie byłam wychowawczynią żadnej klasy, ponieważ byłam doradcą metodycznym nauczycieli.

Kto był wtedy dyrektorem szkoły?

Gdy w 1980 roku przyszłam tu pracować, dyrektorką szkoły była pani Genowefa Krzyczkowska, ale tylko przez dwa lata. Później dyrektorką była pani Ewa Luty, a następnie przez dziewiętnaście lat dyrektorką była pani Elżbieta Witkoś. W 2001 roku, gdy powstało gimnazjum, dyrektorką gimnazjum została pani Małgorzata Rygier-Jaworska, a dyrektorką szkoły podstawowej była nadal pani Witkoś.

Jak wyglądały kiedyś sale lekcyjne i nasza szkoła?

Nasza szkoła była kiedyś mniejsza, ponieważ na początku nie było gimnazjum. Najsmutniejszą salą była sala nr 10. Znajdowały się w niej ciemnozielone stoły. W obecnej siódemce mieściła się zerówka i biblioteka, a świetlica - w ósemce. Obecna sala nr 9 i pokój nauczycielski służyły za salę gimnastyczną.

Jakie pomoce naukowe kiedyś stosowano?

Głównie kredę i tablicę. Następną rzeczą były rzutniki pisma i szpule foliogramowe. Oczywiście stosowano również modele, plansze, preparaty mokre, mikroskopy oraz preparaty mikroskopowe. Dużym utrudnieniem było kopiowanie kart pracy przy użyciu kalki.

Co było kiedyś zabronione, a dziś jest dozwolone? Albo na odwrót?

Uczniowie musieli chodzić w fartuszkach i nosić tarczę na ramieniu, a przez pewien czas noszono kamizelki z teksasu. Głównie należało ubierać się w stonowanych kolorach. Uczennice nie mogły nosić makijażu i mieć pomalowanych paznokci. Nie można było również palić (i nie można palić do dziś). Jest z tym związana pewna zabawna historia. Nie znalazłszy wolnego miejsca do zaparkowania przy szkole, podjechałam na ulicę Czystą, a tam uczniowie palili papierosy. Nie rozpoznali mojego auta, ale gdy z niego wysiadłam, zaczęli uciekać w popłochu, pokonując nawet wysokie ogrodzenie.

Jakie jest pani najzabawniejsze/najciekawsze/najbardziej wzruszające wspomnienie zawiązane z naszą szkołą, uczniami bądź nauczycielami?

Moim najzabawniejszym wspomnieniem jest sprawdzanie własnego zeszytu ćwiczeń. Wstawiłam tam ocenę niedostateczną i dodałam odpowiedni komentarz, ale gdy spytałam, czyje są te ćwiczenia, okazało się , że to mój zeszyt ćwiczeń...
Najbardziej wzruszającym wspomnieniem był telefon przed świętami od absolwentki naszej szkoły z pytaniem, czy nie potrzebuję pomocy przy myciu okien.
Bardzo wzruszyły mnie również serduszka namalowane na moim mocno zakurzonym samochodzie czy sztuczny kwiatek wetknięty za wycieraczkę…
Z kolei najciekawszym wspomnieniem jest to z wycieczki z klasą ósmą do Krościenka. Jechaliśmy przez całą noc pociągiem i dotarliśmy do Krościenka ze sporym opóźnieniem. Wyszliśmy z pociągu, lecz na stacji było pusto. Dotarliśmy do małej budki i spytaliśmy, jak dojść na ulicę Litewską, ponieważ tam znajdowało się nasze zakwaterowanie, a pan siedzący w budce odpowiedział, patrząc na nas z politowaniem, że tu ulic nie ma. Okazało się, że dotarliśmy do Krościenka, ale przy granicy ukraińskiej. Przez cały dzień wracaliśmy do Krościenka w Pieninach, korzystając z różnych środków transportu.

Jak układały się relacje uczniów z nauczycielami?

Ogólnie nie miałam większych problemów ze znalezieniem wspólnego języka, a jeśli takie wystąpiły, to staraliśmy się znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia z uczniami.

Jakie są najciekawsze prezenty, jakie otrzymała pani od uczniów?

Otrzymałam puchar z napisem „dla najlepszej wychowawczyni roku”, Baltazara z gliny ulepionego przez uczniów, figurkę anioła „na anielską cierpliwość” oraz obraz zrobiony przez rodziców uczniów. Oczywiście mam też albumy pamiątkowe z wpisami i zdjęciami uczniów.

Jakich uczniów pani pamięta i dlaczego?

Miło wspominam wszystkich uczniów oraz ich rodziców, jak i również obecne nauczycielki, które kiedyś uczyłam, między innymi panią Annę Frankowską i panią Agnieszkę Nowakowską.

Jakie nietypowe zajęcia bądź wycieczki kiedyś organizowano?

Na przykład wycieczki na wymianę. Uczniowie nocowali w domach innych uczniów albo w salach gimnastycznych tamtejszych szkół, a później uczniowie z innych szkół przyjeżdżali do nas i było podobnie. Takie wycieczki powodowały nawiązywanie przyjacielskich kontaktów na długie lata. W dwóch przypadkach finał był niesamowity: dwie pary wstąpiły w związek małżeński!!!

Pierwsza pomoc

W naszej szkole od wielu lat działa Szkolne Koło Polskiego Czerwonego Krzyża. Opiekunem do 1980 roku była pani Ewa Luty, a później właśnie ja. Jednym z uczniów, którzy bardzo angażowali się w działania koła, był Krzysztof Skrzos, którego pomysły były czasem dosyć oryginalne… Pewnego wiosennego dnia zorganizował pokaz pierwszej pomocy z udziałem pogotowia ratunkowego. W pokazie wykorzystano mój samochód jako sprawcy wypadku, pod którym leżała „zakeczupowana” ofiara wypadku (uczennica szkoły podstawowej). No i się zaczęło: plotka niczym echo poniosła po Chylicach, że pani Rothimmel przejechała dziecko na boisku sportowym, że nie udzieliła pierwszej pomocy, że resuscytację przeprowadził uczeń naszej szkoły!!! Krzyś S. zadzwonił na 112, pogotowie przyjechało (oczywiście na sygnale) i uratowali biedne dziecko. No i tak Krzyś Skrzos został bohaterem…
Krzysztof od początku działalności w SKPCK czuł swoje powołanie – chciał zostać ratownikiem medycznym. Jego zaangażowanie było zauważalne, ale to już inna historia.

Śmierdząca skarpeta

To dłuuuga i coraz bardziej „śmierdząca historia”. Zaczęło się od pani Uli Misiun, która na jakiejś wspólnej szkolnej wycieczce zagroziła bardzo gadatliwemu uczniowi, że zaknebluje go starą skarpetką. Nie pamiętam, czy podziałało, ale bardzo mi się spodobało. I od tamtego momentu największym moim „straszakiem” na uczniów jest „śmierdząca” skarpetka do kneblowania zbyt rozgadanych uczniów. Nigdy nie została jeszcze użyta, nad czym ogromnie boleję, bo niestety starzeje się i coraz mniej pachnie…
Ale, uwaga! Zaknebluję wreszcie kogoś!!!

Stefanek

W naszej szkole mamy dużo różnych pomocy naukowych, obecnie są to pomoce głównie multimedialne. Ale dawniej posługiwano się modelami, planszami, tablicami, filmami (różnej jakości) i czasem foliogramami. I był jeszcze „Stefanek”, bez krwi, ale za to z kości, masywnych, grubych i przerażających. Szczerzył żółte zęby w niesamowitym uśmiechu. Służył jako pomoc naukowa przez wiele lat, ale się zużył, zabrakło pewnych istotnych fragmentów jego szkieletu i… został spakowany do worka foliowego. Zastąpił go „Stefanek” – junior, bardziej delikatny, mniejszy i ładniejszy. Był, służył jako pomoc naukowa (tradycja rodzinna), i… stracił przednią kończynę (przyczyna nieznana). Uczniowie, którzy byli bardzo do Stefanka przywiązani, planowali zorganizować pieniężną zbiórkę na rekonstrukcję uszkodzonej kończyny, ale chyba się nie udało, ponieważ smętne szczątki Stefanka juniora spoczęły w worku obok Stefanka seniora. Obecnie króluje nam Stefanek III, który po krótkim czasie swej doskonałości (podobnie jak jego poprzednicy) straszy raczej niedoskonałym wyglądem, ale to już do przemyślenia dla naszej młodzieży, która miłość do pomocy naukowych przejawia w różny sposób.


Rozmowę przeprowadziła w styczniu i lutym 2017 r. Maja Faszczewska, uczennica klasy IIA.